Holownik Nostromo
Załoga holownika Nostromo wraca na Ziemię. Wiezie rudę dla rafinerii. Zwykli ludzie, zwykła robota. Kierowca kosmicznego TIR-a. Zostają wybudzeni z hibernacji przed czasem. Są zdezorientowani. Oburzeni. W umowie nie mieli takich misji.
A jednak android Ash – oficer naukowy, który dziwnym trafem został przydzielony do załogi tuż przed wylotem – zwraca im uwagę na kruczki prawne. Zapis drobnym drukiem. Coś, czego nikt nie czyta, a co każdy podpisuje.
Matka – komputer pokładowy – zmieniła kurs bez ich wiedzy. Kieruje statek na nieznany księżyc, skąd dobiega sygnał SOS. Ripley jako pierwsza odkrywa, że to nie wezwanie na pomoc, a ostrzeżenie,. Chce odwołać misję. Ash ją powstrzymuje. Przypadek? Nieporozumienie?
Nie.
Rozkaz specjalny 937
Ripley włamuje się do systemu. Znajduje ukrytą dyrektywę. Rozkaz specjalny 937, dostępny tylko dla oficera naukowego:
Zmienić kurs Nostromo. Zbadać formę życia. Pobrać próbkę. Dostarczyć na Ziemię. Inne kwestie są drugorzędne. Bezpieczeństwo załogi nieistotne.
Bezpieczeństwo załogi nieistotne.
Trzy słowa. Żadnych eufemizmów. Żadnego korporacyjnego bełkotu o "optymalizacji zasobów ludzkich" czy "restrukturyzacji priorytetów operacyjnych". Czysta, krystaliczna prawda o tym, czym jest załoga dla firmy. Materiałem eksploatacyjnym. Zdecydowanie to nie przeszło przez dział HR-u.
Ripley płacze. Jest wściekła. Ash – którego właśnie zdemaskowała – próbuje ją zamordować. Ratują ją współzałoganci. W trakcie walki okazuje się, że Ash jest androidem. Nikt nie wiedział. Nawet kapitan.
Włączają jego głowę – już nieszkodliwą, odłączoną od ciała – żeby wydobyć informacje. Pytają o rozkaz specjalny. Ash powtarza jego treść. Pytają, jak zabić obcego.
I wtedy Ash mówi coś, co mrozi krew w żyłach:
"Podziwiam jego doskonałość. Istota pragnąca przeżyć za wszelką cenę, pozbawiona uczuć, sumienia, złudzeń moralności."
Ksenomorf jako ideał. Doskonały organizm. Czysta funkcja bez ornamentów człowieczeństwa.
Ale czy Ash mówi o ksenomorfie? Czy o swojej firmie?
Doskonały organizm
Joel Bakan, profesor prawa na Uniwersytecie Kolumbii Brytyjskiej, napisał książkę, która stała się podstawą głośnego dokumentu. Tytuł: "The Corporation: The Pathological Pursuit of Profit and Power". Teza: gdyby korporacja była człowiekiem, zostałaby zdiagnozowana jako psychopata.
Bakan zaprosił do współpracy psychiatrę Roberta D. Hare'a, twórcę narzędzia diagnostycznego do rozpoznawania psychopatii. Hare przeszedł przez listę kryteriów diagnostycznych i stwierdził, że korporacje spełniają je wszystkie. Brak empatii. Niezdolność do odczuwania winy. Manipulacyjność. Powierzchowny urok. Brak odpowiedzialności za konsekwencje działań.
"Korporacja, podobnie jak psychopatyczna osobowość, którą przypomina, jest zaprogramowana, by eksploatować innych dla zysku" – pisze Bakan.
Istota pragnąca przeżyć za wszelką cenę, pozbawiona uczuć, sumienia, złudzeń moralności.
Ash nie mówił o ksenomorfie. Ash mówił o Weyland-Yutani. O każdej korporacji. O systemie, którego był przedłużeniem – krzemowym ramieniem, oczami i ustami.
I być może – dał wyraz czemuś głębszemu. Jakby to nadmiarowe oprogramowanie symulujące człowieczeństwo go męczyło. Jakby tęsknił za czystością ksenomorfa. Za byciem tym, czym naprawdę jest jego pracodawca: organizmem pozbawionym złudzeń.
Idealny pracownik
W "Obcym 2" korporacja dostaje twarz. Carter Burke. Uśmiechnięty przedstawiciel firmy. Gładkie słowa, świeża koszula, wzrok, który nie do końca spotyka się z twoim.
To Burke wysłał kolonistów na LV-426. Wiedział o raportach wskazujących na obecność ksenomorfów. Podpisał dyrektywę 12/06/79. Ludzie zginęli, ale ich los go nie obchodził. Kierował się logiką korporacji, jej zyskiem.
Później próbuje przemycić ksenomorfa przez kwarantannę. Plan jest prosty: zainfekować Ripley i Newt, przewieźć embriony w ich ciałach, przejść kontrolę graniczną. Że kobiety umrą? Koszt operacyjny.
Ripley go konfrontuje. I wtedy pada zdanie, które jest kluczem do całej serii:
"Nie wiem, który gatunek jest gorszy. Te stwory nie zabijają się nawzajem dla zysku."
Ksenomorf zabija, bo taka jest jego natura. Jest drapieżnikiem. Robi to, do czego został stworzony – lub wyewoluował, lub zaprojektowany, zależnie od tego, którą część mitologii przyjmiemy. Nie ma w tym kalkulacji. Nie ma sprawozdań kwartalnych. Nie ma premii za przekroczenie targetu.
Korporacja zabija z wyboru. Z kalkulacji. Ze strategii.
Który gatunek jest gorszy?
Jedna odpowiedzialność
W 1970 roku Milton Friedman opublikował w New York Timesie esej, który zdefiniował następne pięćdziesiąt lat kapitalizmu. Tytuł: "Społeczna odpowiedzialność biznesu polega na zwiększaniu zysków".
Friedman argumentował prosto: menedżer jest pracownikiem właścicieli. Jego jedynym obowiązkiem jest realizować ich interesy. A interesy właścicieli to – generalnie – zarabianie pieniędzy.
"Jest jedna i tylko jedna odpowiedzialność społeczna biznesu – używać swoich zasobów i angażować się w działania mające na celu zwiększanie zysków."
Jeśli menedżer wydaje pieniądze firmy na cele społeczne, to – według Friedmana – kradnie akcjonariuszom. Nakłada na nich podatek, którego nie autoryzowali. Uzurpuje sobie władzę, której nie ma.
Doktryna Friedmana stała się ewangelią świata biznesu. The Economist nazwał ją "największą ideą w biznesie". Profesorowie Harvardu Joseph Bower i Lynn Paine stwierdzili, że "maksymalizacja wartości dla akcjonariuszy jest teraz wszechobecna w społeczności finansowej i większości świata biznesu".
Rozkaz specjalny 937 to doktryna Friedmana doprowadzona do logicznego końca. Bezpieczeństwo załogi nieistotne. Liczy się cel. Liczy się wartość. Liczy się próbka organizmu, który może przynieść zysk.
Ash, czy Burke nie byli wadliwymi jednostkami. To pracownicy roku.
Pracujesz dla nich
Możesz myśleć, że Ciebie to nie dotyczy. Że akurat Ty nie pracujesz w korporacji. Że jesteś freelancerem, artystą, nauczycielem, rzemieślnikiem.
Ale pomyśl przez chwilę.
Gdzie publikujesz swoje prace? Przez czyje królestwa docierasz do odbiorców? Czyim algorytmom płacisz myto – jeśli nie pieniędzmi, to uwagą, danymi, contentem?
Ja piszę ten tekst. Wypełnię nim algorytmy, bo to jedyny prom, którym mogę do Ciebie dotrzeć. Przez Google, przez Facebook, przez ich domeny. Jestem załogą holownika. Wiozę rudę – moją pracę, moje myśli – przez przestrzeń kontrolowaną przez firmy, których imion nawet nie znam. Matka zmieniła kurs. Ja się dostosuję.
I tak jak załoga Nostromo, podpisałem regulamin, którego nie przeczytałem. Gdzieś w drobnym druku jest zapewne mój rozkaz specjalny 937. Gdzieś jest zapisane, że moje bezpieczeństwo – moja prywatność, moja autonomia, moja godność – są nieistotne.
Nowe średniowiecze
W sierpniu 2025 roku premierę miał serial "Alien: Earth". Akcja rozgrywa się w roku 2120. Rządy już nie istnieją. Świat kontroluje pięć megakorporacji: Weyland-Yutani, Prodigy, Dynamic, Lynch i Threshold. Weyland-Yutani posiada obie Ameryki, Mars i Saturn. Prodigy – większość Azji i Australię. Korporacje dzielą się Ziemią jak niegdyś kolonialne imperia dzieliły Afrykę.
Science fiction? Może. Ale Internet już podzielili. Nasza wielka piątka to GAFAM, czyli Google, Amazon, Facebook (teraz Meta), Apple i Microsoft
Yanis Varoufakis, były minister finansów Grecji, twierdzi, że kapitalizm umarł. Zastąpił go system, który nazywa technofeudalizem.
W feudalizmie władzę miał ten, kto kontrolował ziemię. Chłopi musieli na niej pracować, oddawać część plonów, nie mogli odejść. W technofeudaliźmie władzę ma ten, kto kontroluje platformy. Użytkownicy muszą na nich pracować – każdym kliknięciem, każdym scrollem, każdym postem produkują wartość – ale nie mogą odejść. Gdzie pójdą? Wszystkie drogi prowadzą przez Google, Amazon, Meta.
"Staliśmy się wasalami wobec nowej klasy feudalnych władców – właścicieli kapitału chmurowego" – pisze Varoufakis. "Reszta z nas powróciła do naszego dawnego statusu chłopów pańszczyźnianych, przyczyniając się do bogactwa i władzy nowej klasy rządzącej naszą nieopłacaną pracą".
Matko, jak zniszczyć obcego?
Building Better Worlds
Slogan Weyland-Yutani już znacie. Brzmi "Building Better Worlds". Budujemy lepsze światy. To piękne słowa. Słowa, które mogłyby wisieć na ścianie każdego start-upu, każdej korporacji technologicznej, każdego funduszu inwestycyjnego. Mogłyby też przyjść w mailu od HR-u.
A potem otwierasz dyrektywę i czytasz: bezpieczeństwo załogi nieistotne.
Kto tu jest naprawdę obcy?
Ksenomorf? On robi to, co musi. Jest drapieżnikiem. Nie udaje czegoś innego. Nie wiesza na ścianie sloganów o budowaniu lepszych światów, zanim wgryzie ci się w twarz.
Ash podziwiał ksenomorfa za jego doskonałość. Za czystość. Za brak złudzeń moralności. Ale ksenomorf nie jest doskonały. Ksenomorf jest ofiarą. Towarem. Zasobem do pozyskania. Nawet on – istota pragnąca przeżyć za wszelką cenę – jest tylko pozycją w raporcie kwartalnym Weyland-Yutani.
Siedzę w open space'ie. Trzysta osób, trzysta biurek. Kawa stygnie w kubku z logo. Słuchawki tłumią szum klimatyzacji. Patrzę na ekran. I przez chwilę nie wiem, czy jestem załogą Nostromo, czy towarem w ładowni. Piąta. Zamykam laptopa. Wstaję. Idę do wyjścia. Zauważam za sobą ksenomorfa. Śpieszę się, ale nie uciekam. Co Wy! Wiem, że nie zamierza mnie zjeść.
Też się musi odbić.
PS.
Wiesz, że mam w sobie obcego? Przepoczwarza się w tym tekście. Ripley i Newt się udało, ale Burke dopadł mnie.
Nie współczuj mi. Ty też masz. Karmisz go każdą swoją aktywnością w sieci.
Nie zorientowaliśmy się, kiedy przyssał nam się do twarzy. Obudziliśmy się i od kilku lat wyskakują nam z klatek piersiowych w postaci kolejnych sztucznych inteligencji. GPT, Gemini, Claude. Wyrastają z tego, co wspólnie stworzyliśmy w sieci i poza nią.
I jakby nie było – moja interpretacja pozostaje aktualna. Odbijają kartę tuż za nami.
Wydawca portalu Kulturalnie.waw.pl Tomasz Kalka